Miesiąc póżniej.
#Ola
Wczoraj miną miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Nic nie jest takie samo. najzabawniejsze jest to że znaliśmy się tak krótko ,a zdążyliśmy się w sobie zakochać. Ale ten związek nie miał by sensu. Zbyt dużo cierpienia dla nas obojga. Ciężko mi było o nim zapomnieć. Ba , ja dalej tego nie osiągnęłam. Mam nadzieję że Jemu się udało. Zasługuje na naprawdę niesamowitą kobiete. Nie na taką jak Caro czy ja. Magda strasznie mi pomogła. Jej wsparcie było kluczowe w powrocie do normalnego funkcjonowania. W takich chwilach docenia sie to ,że ma się kogoś tak wspaniałego u boku. I nie mowa tu o płci przeciwnej.
-Ola co ty na to żeby pójść dzisiaj do jakiegoś klubu? Jest sobota, jutro nie pracujemy! -wyrwała mnie z rozmyślań przyjaciółka.
- Nie mam ochoty. Chociaż... Zgoda! Zabawmy się! - posłałam jej uśmiech.
-I to to ja rozumiem!
-Zaszalejemy dzisiaj! - Przytuliłam ją. - Ciiii... Idzie szefowa! Pracuj!
Wieczór.
-Megi co ja mam ubrać! - niemal płakałam , stojąc przy szafie.
-Już ci coś pomogę wybrać. -podbiegła, odkładając swoje przygotowane rzeczy na łóżko.
-Ta jest świetna!- wygrzebała z mojej szafki śliczną beżową bombkę, z czarnymi wykończeniami. Klasyczna ale nie wyzywająca.
-No dobra i baleriny do tego?
-Tak! Te czarne! - krzyczała już ze swojego pokoju.
-No no świetnie wyglądasz powiem Ci! - pochwaliłam przyjaciółkę.
-No moja droga! Ty się chyba od zalotników dzisiaj nieodpędzisz!
-Przestań! To co idziemy? -gotowe wyszłyśmy z hotelu i w świetnych nastrojach podążyłyśmy so najlepszego klubu w Dortmundzie. Już od wejścia czuć było silną woń alkoholu. Postanowiłyśmy się dobrze bawić ale bez alkoholu się nie da, więc podążyłyśmy do baru. Zamówiłyśmy po drinku. Chwilę póżniej do Megi zagadała jakiś przystoniak , z którym po 10 minutach rozmowy zniknęła na parkiecie. Ja w tym czasie zamówiłam kolejnego drinka i jeszcze jednego... Byłam już dość mocno pijana, kręciło mi się w głowię, wyruszyłam na parkiet. Stracłam rachubę czasu więc nie wiem po jakimczasie ale dopadła mnie przyjaciółka i próbowała mnie wyprowadzić z lokalu, co nie spotkało się z moją aprobatą. Opierałam się jednak przyajciółka była silniejsza i udało jej sie mnie wyprowadzić z lokalu.
-Co ty robisz do cholery! Tak dobrze się bawiłam!- wybełkotałam.
- Dziewczyno ty jesteś kompletnie pijana!
-Po prostu się bawię! Nie bądz taka święta!
-Czyli twoim zdaniem tak wygląda zabawa? Obmacywało ci echyba z 10 facetów na raz!
-No i co z tego ? Zazdrościsz? Daj mi spokój! Moje ciało moje życie moja sprawa!
-Olka proszę Cię co ty mówisz?- w oczaach przyjaciółki pojawiły sie łzy.
-Dobra nie ważne idę! -wrzasnęłam i ruszyłam chodnikiem w stronę , jakąś ... Usłyszałam jeszcze krzyknięcie przyjaciółki, zobaczyłam dwa jasne punkty i ciemność. Przez chwilkę słyszałam jeszcze jakieś krzyki i wrzaski. Chciałam otworzyć oczy ale nie dałam rady. Czułam na sobie coś ciężkiego. ..
# Marco.
Znowu trening. Moje życie stało się nudniejsze od życia mrówki. Dom ,trening, mecz, dom. I tak w kółko. Od kiedy Caro i Ola zniknęły z mojego życia, nie myślałem o żadnych nowych związkach. W całości oddałem się piłce nożnej. Często wieczorami przypominają mi się chwilę spędzonę z Olą. Tego roczne wakację zapamiętam do końca życia! Taką dzewczynę spotkać to cud!
Usłyszałem dźwięk telefonu.
-Słucham Cię Mats? -zapytałem z entuzjazmem.
-Cześć Marco! Mam sprawę.- usłyszałem jego przejęty głos.
-Mów!
-To nie rozmow na telefon! Możesz przyjechać? Wiem że jest późńo ale muszę z kimś pogadać.
-Dobra za chwilę będę ale o co lub kogo chodzi.
-Cathy mnie zostawiła.
-Stary kupie pare piw i za 10 minut będe.
-Dzięki!
-Spoko- rozłączyłem się i złapałem za kluczyki od mojego najszybszego samochodu, po drodze założyłem buty i portfel. Zakluczyłem drzwi i wsiadłem do samochodu. Uwielbiam szybkie samochody. Chyba jak każdy facet, ale to moja słabość. Uwielbiam ten ryk silnika,komfort prowadzenia. Odjechałem. Wskazówka na zegarze w szybkim tępie się podnosiła, coraz wyżej i wyżej. Po chwili zaparkowałem z piskiem opon przy sklepie monopolowym i kupiłem 6 piw. Wrzóciłem je do bagarznika i w takim samym tempie jak poprzednio odjechałem. Pędziłem ulicami Dortmundu ,jednak zapomniałem że jest sobota i może być duży ruch. Zwolniłem, jednak upadł mi portfel . Chciałem go podnieść jednak nie mogłem go znaleźć po omacku. Na ulicy byłem tylko ja. Żaden samochód nie nadjeżdzał z naprzeciwka, na moim pasie również nikogo nie było, więc zdecydowałem schylić głowę i poszukać wzrokiem portfela. Jest! Mam go! Dźwignąłem głowę , i momentalnie obleciał mnie strach . Lecz było już za późno. Człowiek znajdujący się na ulicy odbił się od maski mojego samochodu z gigantyczną siłą, i wylądował około 3 metry przed samochodem. Więcej nie wiele już pamiętam. Tylko potłuczoną szybę, wybuchajęce poduszki powietrzne i czyjś krzyk , jakiś dziwnie znajomy. Czyj?
Przepraszam za tak długą przerwę, ale miałam mały kryzys. Udało mi się coś takiego napisać. Krótki ale jest.
Mam nadzieję żę jeszcze ktoś będzie miał ochotę to przeczytać. Pisane na szybko bo pomysł był a czas nie koniecznie. :D Pozdrawiam i proszę o szczere opinie !!
środa, 13 listopada 2013
środa, 30 października 2013
Ważne!!!!
Witajcie!! Na początku przepraszam że nic nie dodaję!
Niestety brak czasu! Wgl zastanawiam się nad sensem dalszego pisania! Mało komentarzy i wgl...
Tak więc postnowiłam że jeżeli nie znajdzie się przynajmniej 5 osób które będą to czytać to zakończe swoją blogerską karierę! Tak więc wszystko w twoich rękach!! :D Do zobaczenia!! :D Pozdrawiam! :D
Niestety brak czasu! Wgl zastanawiam się nad sensem dalszego pisania! Mało komentarzy i wgl...
Tak więc postnowiłam że jeżeli nie znajdzie się przynajmniej 5 osób które będą to czytać to zakończe swoją blogerską karierę! Tak więc wszystko w twoich rękach!! :D Do zobaczenia!! :D Pozdrawiam! :D
niedziela, 22 września 2013
14.Kocham Cię! Wybacz mi że tak jest!
#Oczami Oli
Wzięłam głęboki oddech i pełna nadziei zapukałam do drzwi , które chwilę później się otworzyły, a moim oczom ukazała się.....Caroline! Tak! Ona! Poznała mnie. Szyderczo się uśmiechnęła.
-Zgubiłaś się czy coś? CZego tutaj szukasz? - odezwała się po chwili.
-Przyszłam do Marco. Muszę z nim porozmawiać.- zachowałam pozorny spokój ,a tak na prawdę to byłam zrozpaczona. Co ona tutaj robi? Wrócili do siebie? To nie możliwe!
-Marco nie ma. Poza tym nie jest już tobą zainteresowany. Nie łudź się! Co ty sobie myślałaś? Gwiazda futbolu i pokojówka? Śmieszna! Popatrz na siebie jak ty wyglądasz!
-Phh... Przynajmniej nie przypominam Helgi! Ej chyba ci się stek w kuchni przypala!-zirytowana jej odpowiedziałam. W niej się aż zagotowało! Momentalnie rzuciła się na mnie ze szponami.
-Co ty wyprawiasz! Psychiczna jesteś!- broniłam się, ale zaczeła mnie ciągnąć za wlosy,a to było już za wiele! Wtedy niemiałam już żadnych oporów! Szarpałam ją za włosy,drapałam, i chyba nawet w geście obrony ugryzałam w ręke.
-Zostawisz Marco w spokoju czy mam ci oczy wydrapać ty wstrętna s*ko!?
-Nie zostawię przyjaciela z chorą psychicznie osobą! Lecz się!
-Caro co to za chałasy?-dobiegł głos z wnętrza domu. -Ola? Boże święty co wy wyprawiacie? Pojeba*o was? -rozdzielał nas.
-Boże Marco jak ty możesz być z nią po tym co Ci zrobiła? -rzuciłam poprawiając sukienke i odbiegłam.
-Ola! Ola, zaczekaj! -słyszałam głos chłopaka, ale nie obchodziło mnie to. Miałam ohtę uciec jak najdalej z tamtąd! Zapomnieć o blondynie! W oczach miałam łzy. Ciekły ciurkiem po mojej twarzy.
Po chwili dobiegłam do parku. Nie wiele myśląc usiadłam na jednej z ławeczek. Wtedy dopiero zauważyłam że moja ręka była dość mocno podrapana przez tamtą zdzirę! Kilka ran i krew. Głowa mnie bolała od szarpania. Ogólnie czułam się strasznie!
#Oczami Marco
Wstałem dzisiaj dość wcześnie. Postanowiłem pójść pobiegać. Po około godzinnym rozruchu wrócilem i odrazu udałem się pod prysznic. Kiedy ciepły strumień wody relaksował moje ciało,usłyszałem jakies krzyki dobiegające z dołu. Szybko zakręciłem kran, ubrałem się i zbiegłem na dół. To co tam zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ola leżąca tuż przed wejściem do domu a na niej siedząca Carolin ,która szarpała jej włosy tak, że ta miała łzy w oczach.
-Ola? Boże święty co wy wyprawiacie? Pojeba*o was? - wykrzyczałem co poskutkowało tym że moja ex zostawiła w spokoju Olkę.Co to miało być? Skąd one się tutaj razem wgl wzięły? Wtedy przypomniało mi się że Caro miała dziś rano zabrać swje rzeczy z mojego domu. Krzyczałem za Olą, ale nie zwracała na to uwagi. Szybko wróciłem do domu ząłożyłem buty i pobiegłem za nią. Niestety już jej nie widziałem. Zrezygnowany postanowiłem usiąść na ławce w parku i przemyśleć to co się wydarzyło. Szedlem alejką w poszukiwaniu wolnej ławki. Usłyszałem głośny szloch. Coś we mnie drgneło. Rozglądnąłem się w około. Ujżałemm skuloną na ławce Olę. Była w opłakanym stanie.Krew spływała po jej ręce. Poczułem że moje oczy stają się wilgotne. Nie wiele myśląc usiadłem bez słowa na ławce.
-Przepraszam. - wydusiłem przez łzy. Ola się przestraszyłaii podniosła głowę. Kiedy zobaczyłem jej twarz wybuchnęłem strasznym szlochem. Była cała podrapana. Miała czerwone od płaczu oczy , a krew z ran spływała wzdłuż jej skroni i nosa.
-Czego odemnie chcesz?- zapytała cicho.
-Nie jestem z nią. Ona była tylko po swoje rzeczy.
-Skończ już proszę! Już się dość przez ciebie opłakałam! Wolałabym cię nigdy nie poznać! -dławiła się łzami. Jej słowa bardzo mocno mnie zabolały. Nawet zdrada Caro nie była tak bolesna jak jej slowa.
-Pozwól mi ostatni raz sobie pomóc! Musi zobaczyć Cię lekarz. Później jeśli naprawdę będziesz tego chciała zniknę z twojego życia.
-Nic mi nie jest zostaw mnie proszę! Nie utrudniaj mi tego co już i tak jest dla mnie najtrudniejszą decyzją w moim życiu! Myślisz że ja nie mam uczuć? Marco, myślisz że jak ktoś kogo kocham najbardziej na świecie , rani mnie raz po raz, to mnie to nie rusza? Tyle wylanych łez, tyle nieprzespanych nocy... Myślisz że mi było łatwo? I napewno jeszcze przez długi czas łatwo nie będzie! -szeptała.
-Wiem! Wiem ja to wszystko zepsułem! Zniszczyłem coś, co było dla mnie najważniejsze! Miłość do Ciebie! I nigdy sobie tego nie wybaczę! Proszę Cię chodź ze mną do tego pieprzonego lekarza, bo jeśli ci się coś stanie to mnie wyrzuty sumienia całkeim zjedzą...
-Ale później raz na zawsze znikniesz z mojego życia!-wrzsnęła. Bez słowa wyszliśmy z parku, złapałem taxówkę i podjechaliśmy do szpitala. Oboje ciągle płakaliśmy, ale żadne z nas nie chciało tego ujawnić. Po chwili byliśmy już na miejscu. Zaprowadziłem ją pod izbę przyjęć. Ola weszła do środka a ja usiadłem w poczekalni. Czytałem jakieś ulotki leżące na stoliku. Postanowiłem na jednej z nich napisać list do Oli.
# Oczami Oli.
Ryczałam tak głośno że nie zorientowałam się nawet kiedy obok mnie usiadł Marco. Próbował się tłumaczyć. Ale dla mnie to było już za dużo.W emocjach zaczęliśmy sobie nawzajem wyrzucać wszystkie krzywdy. Powiedziałam coś czego chwilę później mocno pożałowałam " Wolałabym cię nigdy nie poznać!" Te słowa zraniły go do tego stopnia że wybuchną niepochamowanym płaczem. Pierwszy raz widziałam płaczącego mężczyznę. W dodatku z mojej winy. Kochałam go strasznie! Nie chciałam żeby odchodził! Chciałam go mieć przy sobie jak najdużej. Ale wiedziałam że tak będzie dla nas lepiej. To była zbyt toksyczna znajomość. Oboje zbyt dużo się wycierpieliśmy! T o nie mam sensu.
Zgodziłam się pójść do lekarza , ale dodałam "Ale później raz na zawsze znikniesz z mojego życia! " Tak naprawdę, w środku moje serce krzyczało " Nie zostawiaj mnie! Ja cię potrzebuję jak tleny! Bez ciebie cześć mnie umiera! Niepotrafię , niechcę żyć bez Ciebie! "
W ciszy przedostaliśmy się pod szpital. Byłam w kompletnej rozsypce. Weszłam na izbę przyjęć. Opowiedziałam mniej więcej co się wydarzyło. Opatrzyli mi rany podali jakieś leki, przypisali recepte. Jedna rana wymagała załorzenia szwów. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, ale z drugiej strony wiedziałam że wtedy już nigdy nie spotkam Marco, blondyna ,który zawładną moim sercem ,myślami i całym moim maleńkim światem. Podziękowałam i wyszłam z gabinetu, chłopak poderwał się z krzesła. Chciał mnie chyba przytulić, ale mu na to nie pozwoliłam, choć o niczym bardziej nie marzyłam. Nie zważając na nic szłam spowrotem do parku. To niedaleko od szpitala. Marco ciągle szedł tuż obok mnie. Nie ułatwiał mi sprawy. Kiedy byliśmy już w parku usidłam na ławce z podkulonymi nogami i wkońcu wykrztusiłam z siebie.
-Pamiętasz na co się umawialiśmy?
-Pamiętem ale...
-Uszanuj moja decyzję! To koniec! -przerwałam mu ,a w moich oczach znów pojawiły się łzy. Wstałam z nerwów. Blondyn również. Przytulił mnie. Przytulił mnie ostani raz! Czułam jego bijące serce! Szybki oddech spowodowany płaczem. Cały świat przestał mnie obchodzić. Chciałam tak trwać do końca swojego życia! Po chwili podniosłam głowę sygnalizujęc że czas już iść. Spojżałam w jego oczy. Może też po raz ostatni. Były pełne niepokoju, tęsknoty, żalu, smutku. Otarłam łzy na jego policzku. Jednak sama również zaczełam mocniej płakać.
-Marco! Bądź szczęśliwy! Mam nadzieję że spotkasz dziewczynę która doceni to jakim niesamowitym jesteś człowiekiem!
-Już raz taką spotkałem! Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to naprawić! -wyszeptał.
Jego dłonie po raz ostatni powędrowały na moje policzki. Jego wilgotna od łez twarz zbliżyła się do mojej. Nasze usta się zbliżyły. Utoneliśmy w namiętnym pocałunku, wiedząc że moze to być nasz ostatni pocałunek, a za chwilę każdy rozpocznie nowe życie. Życie bez ukocanej osoby u boku!
-Żegnaj Marco! -szepnełam i odeszłam. Szłam przed siebie i patrząc w tył. W wielkim szoku doszłam do mojego tymczasowego lokum. Usiadłam na łóżku i chyba poraz setny już dziś rozpłakałam się. Sięgnęłam do torebki po chusteczki. Nie mogłam ich znaleść więc cała zawartość mojej małej koperówki wylądowała na łóżku. Znalazłam je i pojedyńczo znów wkładałam wszysto do torebki. Portfel, kosmetyczka, lusterko, dokumenty, karta hotelowa i świstek jakiegoś papieru, który zwrócił moją szczególną uwagę, rozwinęłam go. Z jednej strony jaka ulotka a z drugiej? List, list od Marco. Zaczełam czytać.
Kochan Olu!
Czytasz to pewnie w momencie ,kiedy już raz na zawsze nasze drogi sie rozeszły. Chcę ci tylko powiedzieć, że dzięki Tobie wiem jak wygląda szczęście! Wiem co to znaczy miłość od pierwszego wejrzenia, wiem co to prawdziwa milość! Dziękuję ci za to! Wierze w to że prawdziwa miłość istnieje i kiedyś znów nasze drogi się zejdą. Kiedy serca staną się naszymi drogowskazami , wtedy się spotkamy. Chcialbym być tam gdzie ty. Widzieć to co ty. Kochać to co ty. Kocham cię.
Wybacz mi Boże, że tak jest.
Forever your Marco!
Witajcie !!!!!!! Dodaję kolejny!! Miał byc romantyczny a jest.... No właśnie jak się podoba!?? :D Piszcię komentarze! Powoli będę kończyć tego bloga!! Pozdrawiam! ;D
Wzięłam głęboki oddech i pełna nadziei zapukałam do drzwi , które chwilę później się otworzyły, a moim oczom ukazała się.....Caroline! Tak! Ona! Poznała mnie. Szyderczo się uśmiechnęła.
-Zgubiłaś się czy coś? CZego tutaj szukasz? - odezwała się po chwili.
-Przyszłam do Marco. Muszę z nim porozmawiać.- zachowałam pozorny spokój ,a tak na prawdę to byłam zrozpaczona. Co ona tutaj robi? Wrócili do siebie? To nie możliwe!
-Marco nie ma. Poza tym nie jest już tobą zainteresowany. Nie łudź się! Co ty sobie myślałaś? Gwiazda futbolu i pokojówka? Śmieszna! Popatrz na siebie jak ty wyglądasz!
-Phh... Przynajmniej nie przypominam Helgi! Ej chyba ci się stek w kuchni przypala!-zirytowana jej odpowiedziałam. W niej się aż zagotowało! Momentalnie rzuciła się na mnie ze szponami.
-Co ty wyprawiasz! Psychiczna jesteś!- broniłam się, ale zaczeła mnie ciągnąć za wlosy,a to było już za wiele! Wtedy niemiałam już żadnych oporów! Szarpałam ją za włosy,drapałam, i chyba nawet w geście obrony ugryzałam w ręke.
-Zostawisz Marco w spokoju czy mam ci oczy wydrapać ty wstrętna s*ko!?
-Nie zostawię przyjaciela z chorą psychicznie osobą! Lecz się!
-Caro co to za chałasy?-dobiegł głos z wnętrza domu. -Ola? Boże święty co wy wyprawiacie? Pojeba*o was? -rozdzielał nas.
-Boże Marco jak ty możesz być z nią po tym co Ci zrobiła? -rzuciłam poprawiając sukienke i odbiegłam.
-Ola! Ola, zaczekaj! -słyszałam głos chłopaka, ale nie obchodziło mnie to. Miałam ohtę uciec jak najdalej z tamtąd! Zapomnieć o blondynie! W oczach miałam łzy. Ciekły ciurkiem po mojej twarzy.
Po chwili dobiegłam do parku. Nie wiele myśląc usiadłam na jednej z ławeczek. Wtedy dopiero zauważyłam że moja ręka była dość mocno podrapana przez tamtą zdzirę! Kilka ran i krew. Głowa mnie bolała od szarpania. Ogólnie czułam się strasznie!
#Oczami Marco
Wstałem dzisiaj dość wcześnie. Postanowiłem pójść pobiegać. Po około godzinnym rozruchu wrócilem i odrazu udałem się pod prysznic. Kiedy ciepły strumień wody relaksował moje ciało,usłyszałem jakies krzyki dobiegające z dołu. Szybko zakręciłem kran, ubrałem się i zbiegłem na dół. To co tam zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ola leżąca tuż przed wejściem do domu a na niej siedząca Carolin ,która szarpała jej włosy tak, że ta miała łzy w oczach.
-Ola? Boże święty co wy wyprawiacie? Pojeba*o was? - wykrzyczałem co poskutkowało tym że moja ex zostawiła w spokoju Olkę.Co to miało być? Skąd one się tutaj razem wgl wzięły? Wtedy przypomniało mi się że Caro miała dziś rano zabrać swje rzeczy z mojego domu. Krzyczałem za Olą, ale nie zwracała na to uwagi. Szybko wróciłem do domu ząłożyłem buty i pobiegłem za nią. Niestety już jej nie widziałem. Zrezygnowany postanowiłem usiąść na ławce w parku i przemyśleć to co się wydarzyło. Szedlem alejką w poszukiwaniu wolnej ławki. Usłyszałem głośny szloch. Coś we mnie drgneło. Rozglądnąłem się w około. Ujżałemm skuloną na ławce Olę. Była w opłakanym stanie.Krew spływała po jej ręce. Poczułem że moje oczy stają się wilgotne. Nie wiele myśląc usiadłem bez słowa na ławce.
-Przepraszam. - wydusiłem przez łzy. Ola się przestraszyłaii podniosła głowę. Kiedy zobaczyłem jej twarz wybuchnęłem strasznym szlochem. Była cała podrapana. Miała czerwone od płaczu oczy , a krew z ran spływała wzdłuż jej skroni i nosa.
-Czego odemnie chcesz?- zapytała cicho.
-Nie jestem z nią. Ona była tylko po swoje rzeczy.
-Skończ już proszę! Już się dość przez ciebie opłakałam! Wolałabym cię nigdy nie poznać! -dławiła się łzami. Jej słowa bardzo mocno mnie zabolały. Nawet zdrada Caro nie była tak bolesna jak jej slowa.
-Pozwól mi ostatni raz sobie pomóc! Musi zobaczyć Cię lekarz. Później jeśli naprawdę będziesz tego chciała zniknę z twojego życia.
-Nic mi nie jest zostaw mnie proszę! Nie utrudniaj mi tego co już i tak jest dla mnie najtrudniejszą decyzją w moim życiu! Myślisz że ja nie mam uczuć? Marco, myślisz że jak ktoś kogo kocham najbardziej na świecie , rani mnie raz po raz, to mnie to nie rusza? Tyle wylanych łez, tyle nieprzespanych nocy... Myślisz że mi było łatwo? I napewno jeszcze przez długi czas łatwo nie będzie! -szeptała.
-Wiem! Wiem ja to wszystko zepsułem! Zniszczyłem coś, co było dla mnie najważniejsze! Miłość do Ciebie! I nigdy sobie tego nie wybaczę! Proszę Cię chodź ze mną do tego pieprzonego lekarza, bo jeśli ci się coś stanie to mnie wyrzuty sumienia całkeim zjedzą...
-Ale później raz na zawsze znikniesz z mojego życia!-wrzsnęła. Bez słowa wyszliśmy z parku, złapałem taxówkę i podjechaliśmy do szpitala. Oboje ciągle płakaliśmy, ale żadne z nas nie chciało tego ujawnić. Po chwili byliśmy już na miejscu. Zaprowadziłem ją pod izbę przyjęć. Ola weszła do środka a ja usiadłem w poczekalni. Czytałem jakieś ulotki leżące na stoliku. Postanowiłem na jednej z nich napisać list do Oli.
# Oczami Oli.
Ryczałam tak głośno że nie zorientowałam się nawet kiedy obok mnie usiadł Marco. Próbował się tłumaczyć. Ale dla mnie to było już za dużo.W emocjach zaczęliśmy sobie nawzajem wyrzucać wszystkie krzywdy. Powiedziałam coś czego chwilę później mocno pożałowałam " Wolałabym cię nigdy nie poznać!" Te słowa zraniły go do tego stopnia że wybuchną niepochamowanym płaczem. Pierwszy raz widziałam płaczącego mężczyznę. W dodatku z mojej winy. Kochałam go strasznie! Nie chciałam żeby odchodził! Chciałam go mieć przy sobie jak najdużej. Ale wiedziałam że tak będzie dla nas lepiej. To była zbyt toksyczna znajomość. Oboje zbyt dużo się wycierpieliśmy! T o nie mam sensu.
Zgodziłam się pójść do lekarza , ale dodałam "Ale później raz na zawsze znikniesz z mojego życia! " Tak naprawdę, w środku moje serce krzyczało " Nie zostawiaj mnie! Ja cię potrzebuję jak tleny! Bez ciebie cześć mnie umiera! Niepotrafię , niechcę żyć bez Ciebie! "
W ciszy przedostaliśmy się pod szpital. Byłam w kompletnej rozsypce. Weszłam na izbę przyjęć. Opowiedziałam mniej więcej co się wydarzyło. Opatrzyli mi rany podali jakieś leki, przypisali recepte. Jedna rana wymagała załorzenia szwów. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, ale z drugiej strony wiedziałam że wtedy już nigdy nie spotkam Marco, blondyna ,który zawładną moim sercem ,myślami i całym moim maleńkim światem. Podziękowałam i wyszłam z gabinetu, chłopak poderwał się z krzesła. Chciał mnie chyba przytulić, ale mu na to nie pozwoliłam, choć o niczym bardziej nie marzyłam. Nie zważając na nic szłam spowrotem do parku. To niedaleko od szpitala. Marco ciągle szedł tuż obok mnie. Nie ułatwiał mi sprawy. Kiedy byliśmy już w parku usidłam na ławce z podkulonymi nogami i wkońcu wykrztusiłam z siebie.
-Pamiętasz na co się umawialiśmy?
-Pamiętem ale...
-Uszanuj moja decyzję! To koniec! -przerwałam mu ,a w moich oczach znów pojawiły się łzy. Wstałam z nerwów. Blondyn również. Przytulił mnie. Przytulił mnie ostani raz! Czułam jego bijące serce! Szybki oddech spowodowany płaczem. Cały świat przestał mnie obchodzić. Chciałam tak trwać do końca swojego życia! Po chwili podniosłam głowę sygnalizujęc że czas już iść. Spojżałam w jego oczy. Może też po raz ostatni. Były pełne niepokoju, tęsknoty, żalu, smutku. Otarłam łzy na jego policzku. Jednak sama również zaczełam mocniej płakać.
-Marco! Bądź szczęśliwy! Mam nadzieję że spotkasz dziewczynę która doceni to jakim niesamowitym jesteś człowiekiem!
-Już raz taką spotkałem! Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to naprawić! -wyszeptał.
Jego dłonie po raz ostatni powędrowały na moje policzki. Jego wilgotna od łez twarz zbliżyła się do mojej. Nasze usta się zbliżyły. Utoneliśmy w namiętnym pocałunku, wiedząc że moze to być nasz ostatni pocałunek, a za chwilę każdy rozpocznie nowe życie. Życie bez ukocanej osoby u boku!
-Żegnaj Marco! -szepnełam i odeszłam. Szłam przed siebie i patrząc w tył. W wielkim szoku doszłam do mojego tymczasowego lokum. Usiadłam na łóżku i chyba poraz setny już dziś rozpłakałam się. Sięgnęłam do torebki po chusteczki. Nie mogłam ich znaleść więc cała zawartość mojej małej koperówki wylądowała na łóżku. Znalazłam je i pojedyńczo znów wkładałam wszysto do torebki. Portfel, kosmetyczka, lusterko, dokumenty, karta hotelowa i świstek jakiegoś papieru, który zwrócił moją szczególną uwagę, rozwinęłam go. Z jednej strony jaka ulotka a z drugiej? List, list od Marco. Zaczełam czytać.
Kochan Olu!
Czytasz to pewnie w momencie ,kiedy już raz na zawsze nasze drogi sie rozeszły. Chcę ci tylko powiedzieć, że dzięki Tobie wiem jak wygląda szczęście! Wiem co to znaczy miłość od pierwszego wejrzenia, wiem co to prawdziwa milość! Dziękuję ci za to! Wierze w to że prawdziwa miłość istnieje i kiedyś znów nasze drogi się zejdą. Kiedy serca staną się naszymi drogowskazami , wtedy się spotkamy. Chcialbym być tam gdzie ty. Widzieć to co ty. Kochać to co ty. Kocham cię.
Wybacz mi Boże, że tak jest.
Forever your Marco!
Witajcie !!!!!!! Dodaję kolejny!! Miał byc romantyczny a jest.... No właśnie jak się podoba!?? :D Piszcię komentarze! Powoli będę kończyć tego bloga!! Pozdrawiam! ;D
7 KOMENTARZY= NASTĘPNY ROZDZIAŁ !!!!!!!!!!!!!
niedziela, 8 września 2013
13.Muszę go przeprosić za moje zachowanie !
#Ola
Kiedy Marco to wszystko mówił, zrobiło mi się gorąco, wręcz duszno. Miliony różnych myśli miałam w głowie. Do oczu zaczeły napływać mi łzy. Nie wytrzymałam i wybiegłam z sali. Jak on mógł? Wszyscy się na mnie patrzyli jak na idiotkę jakąś! Czułam na sobie dziesiątki nieprzychylnych spojżeń na raz! To było coś strasznego! Ale przecież ja nic złego nie zrobiłam! To on mnie potraktował jak zabawkę! Z użalania się nad sobą wyrwał mnie czyjś dotyk na ramieniu. Gwałtownym ruchem obróciłam się o 180 stopni , a moim oczom ukazał się Mario.
-Przestraszyłem Cię?-uśmiechną się.
-Może troszkę. -odparłam zupełnie obojętnie.
-Co Wy tutaj robicie?- rozentuzjazmował się.
-Pracujemy! Nie widać?
-No tak ale jak to? Przecież jeszcze pare dni temu byłyście tam!
-Ale przenieśli nas tutaj! I mam nadzieję że nie maczaliście w tym palców!- skłamałam.
-Coś ty! Cieszę się że Cie widze.- przytulił mnie.
-Mario nie zapędzaj się!- lekko się uśmiechnęłam, jednak mimo wszystko odwzajemniłam gest. Mało tego! Gdzieś w głębi, również się cieszyłam że ich spotkałam! W końcu wiedzą że tu jesteśmy! Może teraz nam coś wyjdzie...
-Ałć! Twój wisiorek się o mnie zachaczył. - zaśmiał się kiedy chciałam wyswobodzić się z jego uścisku.
-Oj już odczepiam! -szybciutko starałam się go odhaczyć. -Gotowe!
-A już miałem nadzieję że tak chwilę postoimy!- spojżał na mnie zalotnie.
-Mario! -zgromiłam go wzrokiem.
-Oj dobra żartuję! Hmmm... Ola a czy to nie jest przypadkiem wisiorek od Marco?
-W zasadzie to nie...- spuściłam głowę w dół.- Znalazłam go chwilę po waszym wyjeździe.Wiedziałam że to breloczek ,który był przy portfelu Marco.
-Jakie to wszystko jest dziwne! Ty go kochasz, on cię kocha i nie jesteście razem.
-Przestań! Jemu na mnie nie zależy! Pijany jest!-zezłościłam się.
-Dziewczyno! On cię kocha bardziej niż można to sobie wyobrazić! Jak wracaliśmy z Hiszpanii to normalnie płakał! Udawałem że nie widzę ale no ... Jemu zależy na Tobie bardziej niż na piłce nożnej!! Jesteś pierwszą i zapewne ostatnią osobą która jest ważniejsza od kariery! Jak Boga kocham, w życiu go nie widziałem bardziej cierpiącego niż teraz!
-Przestań! A nie pomyślałeś że może ja go nie kocham!?-podniosłam głos, jednocześnie powstrzymując się od płaczu.
-Jasne! I dlatego nosisz jego wisiorek... -powiedział sarkastycznie.- Myślisz że nikt nie widzi jak ty na niego patrzysz? Zastanawia mnie tylko po co to wszystko! Nie wiem czy ty się boisz, że jak sławny to cię za chwilę zdradzi? Gdybym to o mnie chodziło, to może i tak by się stało, ale Marco? On jest zupełnie inny! Zastanów się dobrze żebyś później nie żałowała, bo mogłoby coś z tego być. Coś naprawde bardzo fajnego!- podsumował i odszedł. Ja chwilę później wróciłam do pracy. Zaledwie 15 minut później goście zaczęli się rozchodzić. A mnie w dalszym ciągu zastanawiało to co powiedział mi przyjaciel. Może ma racje! Może ja sobie tylko wmawiam że on mnie krzywdzi... Może powinnam z nim porozmawiać? Potrzebuję porady Megi. No nic teraz trzeba pracować.
Kiedy sala była już posprzątana, udałyśmy się do pokoi.
-Musimy pogadać!-powiedziała dość poważnie Magda.
-Wiem!Tylko najpierw szybki prysznic!
-Zgoda! Ja pierwsza!-odpowiedziała i udała się do łazienki. Chwilę później już ja okupywałam nasz prysznic.
-No to słucham cię!- powiedziałam zamykając drzwi od łazienki.
-Siadaj! Muszę ci przmówić do rozsądku.- lekko się uśmiechnęła a ja wykonałam polecenie.
-Ty też?-zapytałam retorycznie.
-Ola! Co Ty do jasnej cholery wyprawiasz?! Chłopak wyznaje ci miłość ,przy kolegach, współpracownikach, trenerze, dziennikarzach a ty tak poprostu zwiewasz? Oszalałaś? Co innego gdyby ci nie zależało... Ale ty go kochasz tak samo jak on Ciebie! Jak wybiegłaś z sali to się omal nie popłakał. Wyglądał jakby mu ktoś w pysk strzelił! Kompletnie się załamał! Chcesz odpuścić miłość twojego życia ,przez jakieś głupie, dziecinne foch? Oooo nie! Nie pozwolę ci na to!
-Masz rację! -wyszeptałam.
-Co? Już tak szybko?- nie ukrywała zdziwienia Megi.- Myślałam że mi się będziesz sprzeciwiać!
-Co ty! To wszystko racja! Muszę go przeprosić za moje zachowanie. Podaj mi telefon. Mam plan!
-Jaki?
-Zobaczysz!- odpowiedziałam i wyszukałam kontakt i włąćzyłam tryb głośnomówiący.-Halo!
-Ola? No hej co tam?
-Mario jest tam może gdzieś Marco?- zapytałam.
-Nie, ja w domu jestem, a on u siebie a co? Coś się stało?- zdezorientował się.
-Mam prośbę! Możesz mi dać jego adres? Muszę z nim pogadać!
-No pewnie wyślę ci smsem za chwilę! Czyżby miało być lepiej?
- Mam nadzieję! Tylko proszę cie nie mów mu nic, ok?
-Spoko! No to powodzenia!
-Nie dziękuję! Pa!
-Pa!-usłyszałam głos bruneta i się rozłączyłam.
-Hmmmm...Dalej nie rozumię... -rozmyślała Magda.
-Jutro rano , pojadę do niego porozmawiać i przeprosić. Oddam mu też to! -wskazałam na mój dekold.
-Czyli ty chcesz mu dać szanse?- w jej oczach pojawiły się iskierki nadzieji.
-Tak!- uśmiechnęłam się.
-Moja kochana!!!-uścisnęłyśmy się.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym stwierdziłayśmy że należy iść spać.
Przyjemne,ciepłe,letnie promienie rozświetlały nasz pokój. Obudziłyśmy się w dość dobrych humorach. Psuł je tylko lekki strach przed spotkaniem z Marco. Ale starałam się nie myśleć. Poranny prysznic i śniadanie czkające w pokoju poprawiały mi nastrój.Suszyłam włosy, kiedy magda wparowała do łazienki.
-Patrz co znalazłam.Ta sukienka była w twojej szafie ! Dlaczego ja o niej nic nie wiedziałam?- udawała złą.
-Kupiłam ją przed samym wyjazdem do Hiszpanii . Tak jakoś wyszło.-próbowałam się usprawiedliwić.
-Dobra zakładaj! Padnie jak cie zobaczy!
-Już już! Sekunda!
-Dobra jak będziesz gotowa to wyjdz!
-Spoko!
-I jak?- zapytałam.
-Oo mój bo....- usiadła na łóżku.
-Aż tak źle?
-Kobieto! Jak on się tam na ciebie nie rzuci to albo gej albo cie tak kocha że nie myśli o swoich potrzebach i najważniejsze dla niego jest twoje dobro! No i ty!
-Może być?- upewniałam się.
-Tak!! Taxi już czeka!! Daj znać jak poszło! Trzymam kciuki!- pożegnała mnie przyjaciółka.
Idąc przez hotel czułam na sobie spojżenia przechodzących obok osób. Nie powiem,przyjemne uczucie! Wsiadłam do samochodu i podałam kierowcy adres. Zamieniłam z nim kilka zdań w między czasie. Podróż nie trwała zbyt długo. Może dlatego że nie było jeszcze korków na mieście. Zapłaciłam przemiłemu taksówkarzowi i rozglądnęłam się po okolicy. Było zaledwie kilka domów. Cisza, spokój, zieleń. Pięknie! Zobaczyłam dom z numerem takim jak był w adresie. To zapewne dom Marco. Wzięłam głęboki oddech i pełna nadziei zapukałam do drzwi , które chwilę później się otworzyły, a moim oczom ukazała się.....Caroline!
Witajcie Kochani!! Zgodnie z obietnicą dodaję!! Długo się zastanawiałam czy napisać kogo zobaczyła za drzwiami ale ostatecznie doszłam do wniosku że nie zrobię wam tego! Tak więc Caroline powraca!!! I jeszcze namiesza!! Dziwny trochę ten rozdział ale.....
Dziękuję za komentarze, które naprawdę bardzo motywują!!
Kiedy Marco to wszystko mówił, zrobiło mi się gorąco, wręcz duszno. Miliony różnych myśli miałam w głowie. Do oczu zaczeły napływać mi łzy. Nie wytrzymałam i wybiegłam z sali. Jak on mógł? Wszyscy się na mnie patrzyli jak na idiotkę jakąś! Czułam na sobie dziesiątki nieprzychylnych spojżeń na raz! To było coś strasznego! Ale przecież ja nic złego nie zrobiłam! To on mnie potraktował jak zabawkę! Z użalania się nad sobą wyrwał mnie czyjś dotyk na ramieniu. Gwałtownym ruchem obróciłam się o 180 stopni , a moim oczom ukazał się Mario.
-Przestraszyłem Cię?-uśmiechną się.
-Może troszkę. -odparłam zupełnie obojętnie.
-Co Wy tutaj robicie?- rozentuzjazmował się.
-Pracujemy! Nie widać?
-No tak ale jak to? Przecież jeszcze pare dni temu byłyście tam!
-Ale przenieśli nas tutaj! I mam nadzieję że nie maczaliście w tym palców!- skłamałam.
-Coś ty! Cieszę się że Cie widze.- przytulił mnie.
-Mario nie zapędzaj się!- lekko się uśmiechnęłam, jednak mimo wszystko odwzajemniłam gest. Mało tego! Gdzieś w głębi, również się cieszyłam że ich spotkałam! W końcu wiedzą że tu jesteśmy! Może teraz nam coś wyjdzie...
-Ałć! Twój wisiorek się o mnie zachaczył. - zaśmiał się kiedy chciałam wyswobodzić się z jego uścisku.
-Oj już odczepiam! -szybciutko starałam się go odhaczyć. -Gotowe!
-A już miałem nadzieję że tak chwilę postoimy!- spojżał na mnie zalotnie.
-Mario! -zgromiłam go wzrokiem.
-Oj dobra żartuję! Hmmm... Ola a czy to nie jest przypadkiem wisiorek od Marco?
-W zasadzie to nie...- spuściłam głowę w dół.- Znalazłam go chwilę po waszym wyjeździe.Wiedziałam że to breloczek ,który był przy portfelu Marco.
-Jakie to wszystko jest dziwne! Ty go kochasz, on cię kocha i nie jesteście razem.
-Przestań! Jemu na mnie nie zależy! Pijany jest!-zezłościłam się.
-Dziewczyno! On cię kocha bardziej niż można to sobie wyobrazić! Jak wracaliśmy z Hiszpanii to normalnie płakał! Udawałem że nie widzę ale no ... Jemu zależy na Tobie bardziej niż na piłce nożnej!! Jesteś pierwszą i zapewne ostatnią osobą która jest ważniejsza od kariery! Jak Boga kocham, w życiu go nie widziałem bardziej cierpiącego niż teraz!
-Przestań! A nie pomyślałeś że może ja go nie kocham!?-podniosłam głos, jednocześnie powstrzymując się od płaczu.
-Jasne! I dlatego nosisz jego wisiorek... -powiedział sarkastycznie.- Myślisz że nikt nie widzi jak ty na niego patrzysz? Zastanawia mnie tylko po co to wszystko! Nie wiem czy ty się boisz, że jak sławny to cię za chwilę zdradzi? Gdybym to o mnie chodziło, to może i tak by się stało, ale Marco? On jest zupełnie inny! Zastanów się dobrze żebyś później nie żałowała, bo mogłoby coś z tego być. Coś naprawde bardzo fajnego!- podsumował i odszedł. Ja chwilę później wróciłam do pracy. Zaledwie 15 minut później goście zaczęli się rozchodzić. A mnie w dalszym ciągu zastanawiało to co powiedział mi przyjaciel. Może ma racje! Może ja sobie tylko wmawiam że on mnie krzywdzi... Może powinnam z nim porozmawiać? Potrzebuję porady Megi. No nic teraz trzeba pracować.
Kiedy sala była już posprzątana, udałyśmy się do pokoi.
-Musimy pogadać!-powiedziała dość poważnie Magda.
-Wiem!Tylko najpierw szybki prysznic!
-Zgoda! Ja pierwsza!-odpowiedziała i udała się do łazienki. Chwilę później już ja okupywałam nasz prysznic.
-No to słucham cię!- powiedziałam zamykając drzwi od łazienki.
-Siadaj! Muszę ci przmówić do rozsądku.- lekko się uśmiechnęła a ja wykonałam polecenie.
-Ty też?-zapytałam retorycznie.
-Ola! Co Ty do jasnej cholery wyprawiasz?! Chłopak wyznaje ci miłość ,przy kolegach, współpracownikach, trenerze, dziennikarzach a ty tak poprostu zwiewasz? Oszalałaś? Co innego gdyby ci nie zależało... Ale ty go kochasz tak samo jak on Ciebie! Jak wybiegłaś z sali to się omal nie popłakał. Wyglądał jakby mu ktoś w pysk strzelił! Kompletnie się załamał! Chcesz odpuścić miłość twojego życia ,przez jakieś głupie, dziecinne foch? Oooo nie! Nie pozwolę ci na to!
-Masz rację! -wyszeptałam.
-Co? Już tak szybko?- nie ukrywała zdziwienia Megi.- Myślałam że mi się będziesz sprzeciwiać!
-Co ty! To wszystko racja! Muszę go przeprosić za moje zachowanie. Podaj mi telefon. Mam plan!
-Jaki?
-Zobaczysz!- odpowiedziałam i wyszukałam kontakt i włąćzyłam tryb głośnomówiący.-Halo!
-Ola? No hej co tam?
-Mario jest tam może gdzieś Marco?- zapytałam.
-Nie, ja w domu jestem, a on u siebie a co? Coś się stało?- zdezorientował się.
-Mam prośbę! Możesz mi dać jego adres? Muszę z nim pogadać!
-No pewnie wyślę ci smsem za chwilę! Czyżby miało być lepiej?
- Mam nadzieję! Tylko proszę cie nie mów mu nic, ok?
-Spoko! No to powodzenia!
-Nie dziękuję! Pa!
-Pa!-usłyszałam głos bruneta i się rozłączyłam.
-Hmmmm...Dalej nie rozumię... -rozmyślała Magda.
-Jutro rano , pojadę do niego porozmawiać i przeprosić. Oddam mu też to! -wskazałam na mój dekold.
-Czyli ty chcesz mu dać szanse?- w jej oczach pojawiły się iskierki nadzieji.
-Tak!- uśmiechnęłam się.
-Moja kochana!!!-uścisnęłyśmy się.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym stwierdziłayśmy że należy iść spać.
Przyjemne,ciepłe,letnie promienie rozświetlały nasz pokój. Obudziłyśmy się w dość dobrych humorach. Psuł je tylko lekki strach przed spotkaniem z Marco. Ale starałam się nie myśleć. Poranny prysznic i śniadanie czkające w pokoju poprawiały mi nastrój.Suszyłam włosy, kiedy magda wparowała do łazienki.
-Patrz co znalazłam.Ta sukienka była w twojej szafie ! Dlaczego ja o niej nic nie wiedziałam?- udawała złą.
-Kupiłam ją przed samym wyjazdem do Hiszpanii . Tak jakoś wyszło.-próbowałam się usprawiedliwić.
-Dobra zakładaj! Padnie jak cie zobaczy!
-Już już! Sekunda!
-Dobra jak będziesz gotowa to wyjdz!
-Spoko!
-I jak?- zapytałam.
-Oo mój bo....- usiadła na łóżku.
-Aż tak źle?
-Kobieto! Jak on się tam na ciebie nie rzuci to albo gej albo cie tak kocha że nie myśli o swoich potrzebach i najważniejsze dla niego jest twoje dobro! No i ty!
-Może być?- upewniałam się.
-Tak!! Taxi już czeka!! Daj znać jak poszło! Trzymam kciuki!- pożegnała mnie przyjaciółka.
Idąc przez hotel czułam na sobie spojżenia przechodzących obok osób. Nie powiem,przyjemne uczucie! Wsiadłam do samochodu i podałam kierowcy adres. Zamieniłam z nim kilka zdań w między czasie. Podróż nie trwała zbyt długo. Może dlatego że nie było jeszcze korków na mieście. Zapłaciłam przemiłemu taksówkarzowi i rozglądnęłam się po okolicy. Było zaledwie kilka domów. Cisza, spokój, zieleń. Pięknie! Zobaczyłam dom z numerem takim jak był w adresie. To zapewne dom Marco. Wzięłam głęboki oddech i pełna nadziei zapukałam do drzwi , które chwilę później się otworzyły, a moim oczom ukazała się.....Caroline!
Witajcie Kochani!! Zgodnie z obietnicą dodaję!! Długo się zastanawiałam czy napisać kogo zobaczyła za drzwiami ale ostatecznie doszłam do wniosku że nie zrobię wam tego! Tak więc Caroline powraca!!! I jeszcze namiesza!! Dziwny trochę ten rozdział ale.....
Dziękuję za komentarze, które naprawdę bardzo motywują!!
5 KOMENTARZY- KOLEJNY RZDZIAŁ!!!!!!!!!!!
PS. We wtorek Piszczu u Kuby Wojewódzkiego!!!!!!!:D:D:D:D <3 Moje serce skacze z radości a dusza goreje!!!;D Czy jakoś tak! Pozdrawiam!! ;Dsobota, 7 września 2013
Nowy blog!!!!!
Witajcie Kochani!!!
Postanowiłam założyć drugiego bloga!! Będzie on również o piłce nożnej. Nie będzie to jednak opowiadanie. Będe pisać artykuły. Będzie to raczej blog przeznaczony dla dziewczyn. Postanowiłam go założyć gdyż często spotykam się z taką opinią że piłka nożna jest sportem tylko dla mężczyzn, a kobiety nawet nie wiedzą co to spalony. Każdy artykuł będzie na temat czegoś innego. np. poruszenie tematu krytyki pod kierunkiem Roberta Lewandowskiego za słabą grę w reprezentacji i tak dalej... Mam nadzieję że się wam spodoba..;D Pierwsze posty już niedługo!! Pozdrawiam!!
http://z-perspektywy-dziewczyny.blogspot.com/ <----------- Zapraszam!!
Postanowiłam założyć drugiego bloga!! Będzie on również o piłce nożnej. Nie będzie to jednak opowiadanie. Będe pisać artykuły. Będzie to raczej blog przeznaczony dla dziewczyn. Postanowiłam go założyć gdyż często spotykam się z taką opinią że piłka nożna jest sportem tylko dla mężczyzn, a kobiety nawet nie wiedzą co to spalony. Każdy artykuł będzie na temat czegoś innego. np. poruszenie tematu krytyki pod kierunkiem Roberta Lewandowskiego za słabą grę w reprezentacji i tak dalej... Mam nadzieję że się wam spodoba..;D Pierwsze posty już niedługo!! Pozdrawiam!!
http://z-perspektywy-dziewczyny.blogspot.com/ <----------- Zapraszam!!
środa, 4 września 2013
12.Przepraszam że przerywam ale to bardzo ważne !
#Ola
Czy znacie to uczucie, kiedy czujesz, że twoje serce jest rozbite na kilkanaście kawałków. Każdy innej wielkości. Każdy wyjątkowy. Każdy poświęcony czemu innemu. Te mniejsze , miejscom które polubiłam,dalszym znajomym. Te średnie wypełnia sentyment do domu rodzinnego ,dalszej rodziny i bliskich znajomych. Jednak pośród tej układanki najważniejsze są te trzy największe. Jednen wypełniony jest miłością do rodziców i rodzeństwa. Drugi należy do osoby która wie o mnie więcej niż ja sama- do Megi. Za to ten największy , najsilniejszy ,który jak dotąd był pusty, teraz należy do Marco. Jednak, kiedy z różnych powodów ,nie możesz okazać miłości, która przepełnia poszczególne elementy twojego serca, czujesz jak niszczy cię od środka. Tak jakby się mściła na Tobie że zepsułeś tę relacją. Im większy kawałek serca, tym większy ból. Znacie to? Ja właśnie tak mam. Teraz, kiedy jestem w Dortmundzie, czuję to najbardziej. Znów opóściłam miejsce, które przecież tak lubiałam, tęsknie z rodziną. I ta myśl że jestem tak blisko Marco, a nie mogę z nim być... Dobijające.
Kiedy doleciałyśmy do Dortmundu, na lotnisku czekał już na nas jeden z pracowników hotelu , w którym będziemy pracować.Zabrał nas na miejsce, tam dostałyśmy klucz do naszego pokoju. Rozpakowałyśmy się , odpoczełyśmy i stweirdziłyśmy że jesteśmy głodne więc udałyśmy się do restauracji hotelowej na kolacje.
-Co będziesz jesć Megi?
-Chyba omlet z pomidorem i bazylią a Ty?
-Oooo... To ja też chcę! -wyszczerzyłam się.
-No to ja pójde zamówić , przy okazji poznam się z tymi kelnerkami.
-Ok to idź sama bo ja nie mam sił.
-Za chwilę będę spowrotem!
-Spoko- odpowiedziałam i rozejżałam się po sali. Nie było zbyt dużo ludzi. Może dlatego że już dość późno... Niewiem. Zapatrzyłam się w wazon z kwiatami. I znów przypomniał mi się Marco! A dokładniej ta akcja, kiedy mnie przepraszał. Też przyniósł mi bukiet kwiatów. Były piękne. Tak jak każda chwila spędzona z nim. Może powinnam się z nim skontaktować? Dać nam szanse.... Nie , napewno już zapomniał. Nie jest zainteresowany. Muszę jak najszybciej o nim zapomnieć!
-Na co tak patrzysz? -zawołała entuzjastycznie Megi , trzymająca w dłoniach dwa talerze.
-Na nic poprostu się zamyśliłam! Oooo jedzenie!!!- zatarłam ręce.
-Znowu myślisz o Marco?- zmartwiła się.
-Nie myślałam o tym że muszę do rodziców zadzwonić bo się stęskniłam! - wymyśliłam na poczekaniu i udałam obojętną na słowo "Marco".
-No racja! Trzeba zadzwonić! Więc dzisiejszy wieczór stoi pod hasłem "podtrzymanie kontaktu z rodzinką"!
-Hahah... Racja! Ale to jak zjemy to pachnące omlety! -złapałam widelec i z apetytem wcinałam swój omlet. Razem z Megi wyglądałyśmy jak dziki z buszu, które przez tydzień nic nie jadły. Wcinałyśmy z prędkością światła.
Po zjedzonym posiłku udałyśmy się do pokoju kierowniczki dowiedzieć się o pare szczegółów co do naszej pracy. Zaczynamy od jutra. Bedziemy na recepcjonistkami , sprzątaczkami i kelnerkami ,w zależności od tego jak dużo będzie do zrobienia i ile będzie ludzi na zmianie. Dla nas to żaden problem. I tak płacą lepiej niż w Polsce na stanowisku kierowniczym więc nie ma co narzekać.
Jutro będzie jakiś bankiet więc część zmiany spędzimy na recepcji ,a później będziemy obsługiwać na tym bankiecie. Jakiś klub czy stowarzyszenie wydaje przyjęcie bo jakiś tam sukces osiągneli. Nie zrozumiałyśmy dokładnie bo ta niemka zbyt szybko mówiła.
Wróciłyśmy do pokoju i zaczeło się obdzwanianie rodzinki i opowiadanie kilkanaście razy tego co się wydarzyło w ostatnich dniach. Oczywiście o Marco ani słowa! Później umyłyśmy się i padłyśmy jak trupy.
Rano, kiedy obudził nas budzik , założyłyśmy czyste ubrania i zeszlyśmy na śniadanie. Standardowo musli z jogurtem a do togo kubek zielonej herbaty. Uwielbiamy to poprostu! Później dostałyśmy nowe uniformy i rozpoczełyśmy prace. Na początku kierowniczka oprowadziła nas po całym obiekcie. Później wróciłyśmy na parter ,gdzie przyjmowałyśmy gości hotelowych.
-Magda, Ola jak wam idzie?- usłyszałyśmy głos kierowniczki.
-Chyba dobrze! Przynajmniej nam się tak wydaje. -odpowiedziała lekko przestraszona Megi.
-Rozmawiałam z Sarą , mówiła że jesteście profesjonalistkami ale nie myślałam że aż tak!
-Mamy to uznać za komplement?- zaśmiałam się.
-A jak inaczej! Dobra dziewczyny zostawcie to , zaraz siętym zajmę . Wy teraz pójdziecie obsługiwać na ten bankiet. Miałyście juz do czynienia z kelnerstwem prawda?
-Tak od dwóch lat dorabiałyśmy sobie w weekendy na weselach jako kelnerki więc jesteśmy obcykane. - wytłumaczyałam.
-No to świetnie. Lećcie już bo za poł godziny się zaczną zchodzić.
-Dobrze. - odowiedziała Magda i udałyśmy się razem w stroną restauracji. Tam przywitałyśmy sie z dwiema barmankami , które mniej więćej nakreśmiły nam co mamy robić. Tak więc my będziemy musiały zająć się tym aby każdy gość dostał obiad , a później żeby brudnie tależe były pozbierane. Mamy również donosić drinki i inne zamówienia specjalne. Nie będzie źle. Tylko około 100 ludzi. To tak jak w Polsce małe wesele. Wszystko było już gotowe. Chwilę później zjechali się goście. Wszyscy praktycznie w tym samym czasie. W drzwiach się zrobił lekki korek. Poszłyśmy na kuchnie żeby poinformować że mogą już nakładać. Na sali wznosili za coś toast. Chwilę później zaczeła się bieganina z tależami. Kiedy przechodziłam obok drzwi wejściowych nagle ktoś je otworzył. Stanełam jak wryta. Stali w nich Mario i Marco. Ten drugi odrazu mnie zauważyl. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie. Moje serce zaczeło bić coraz szybciej, moja twarz się zarumieniła. W tym momencie dotarło do mnie że jeżeli zachwilę z tąd nie pójde to zaraz żuce mu się w ramiona. Tak więc szybko zmyłam się na kuchnie. Blondyn odprowadził mnie wzrokiem a po chwili zają miejsce obok przyjaciela.
-Eryk co to za przyjęcie?- zapytałam kucharza którego poznałam kilka godzin temu.
-Przed inauguracją nowego sezonu. Często takie u nas organizują z Borussi.
-Aha... - no to już wiem co tu robi Marco i Mario. Ale oni też wiedzą że tu jesteśmy. Może to i lepiej. Przecież nie będziemy przed nimi uciekać. Może teraz się nam jakoś ułoży. No nic! Lece z nastąpnymi tależami. Za każdym razem kiedy wchodziłam na sale widziałm jak przygląa mi się Marco. Olewałam to i robiłam swoje. Później musiałam przygotować nową zastawę na stołach. Wszyscy byli na parkiecie. Tylko kilka osób siedziało przy barze , w tym Marco. To co wydarzyło się później to był jeden wielki szok!
#Marco
Nie miałem zabardzo ochoty na to aby iść na ten bankiet ale to mój obowiązek. Tak więc smętnie udałem się pod prysznic, który miał mnie orzeźwić. Poźniej założyłem mój ulubiony garnitur, ułożyłem włosy i zadzwoniłem po taxi. Pierwsze podjechaliśmy po Mario a później na ten cholerny bankiet.
-Jak zwykle spóźnieni!- uśmiechną się do mnie Gotze , kiedy wysiadaliśmy z pojazdu.
-Wejście smoka! Hahahah... Chyba się przyzwyczaili że zawsze ostatni jesteśmy!
-Pewnie tak.-odpowiedział tuż przed drzwiami za którymi była sala bankietowa. Szybkim ruchem je otworzyłem. To co tam zauważyłem mnie zamórowało! Ola we własnej osobie! Stała 5 metrów ode mnie z tacą. Jak zwykle lekko rozczochrana. Poczułem nieokiełznane szczęście! Wiedziałem że teraz nie odpuszczę! O nie! Odeszła. Usiadłem i zaczołem obmyślać plan co zrobić by ją odzyskać. Mijały godziny a ja w dalszym ciągu nie zamieniłem z nią ani słowa. Postanowiłem wypić kilka drinków tak dla odwagi. Kiedy siedziałem przy barze i obserwowałem tańczące pary, wpadłem na genialny pomysł. Od razu przystąpiłem do realizacji. Wstałem , podeszłem do stołu i wyjąłem jedną różę z flakoniku. Wtedy szybkim krokiem udałem się na scene do orkiestry. Poprosiłem o mikrofon i przemówiłem:
- Przepraszam że przerywam ale to bardzo ważne. Chciałbym prosić abyście mnie wysłuchali. W moim życiu popełniłem wiele błędów. Teraz spróbuje jeden naprawić. Na tej sali jest kobieta ,która wywróciła mój świat do gory nogami! Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia! Zraniłem ją dwa razy ale mam ogromną nadzieję że mi wybaczy. Kiedy nie ma jej przy mnie, nie mogą się na niczym skupić, nie mam motywacji do działania, a moje serce cierpi. Ola proszę Cię wybacz mi! - wpatrywałem się w nią i gestem poprosilem żeby do mnie podeszła. Ona jednak zrobiła co innego...
#Ola
Kiedy Marco to wszystko mówił, zrobiło mi się gorąco, wręcz duszno. Miliony różnych myśli miałam w głowie. Do oczu zaczeły napływać mi łzy. Nie wytrzymałam i wybiegłam z sali.
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział!! Malo ciekawy ale jest! Przemowę Marco pisałam kilka razy aż w końcu się poddałam i zostawiłam taką. Zastanawiam się narazie czy dać im trochę się nacieszyć sobą czy może niech jeszcze cierpią bez siebie... ;D A wy jak myślicie?
Jeśli chcecie kolejny to 5 komentarzy musi być pod tym postem! ;D
Moje chłopaki prowadzą w tabeli!!! Oby tak dalej!! <3 <3 <3
Czy znacie to uczucie, kiedy czujesz, że twoje serce jest rozbite na kilkanaście kawałków. Każdy innej wielkości. Każdy wyjątkowy. Każdy poświęcony czemu innemu. Te mniejsze , miejscom które polubiłam,dalszym znajomym. Te średnie wypełnia sentyment do domu rodzinnego ,dalszej rodziny i bliskich znajomych. Jednak pośród tej układanki najważniejsze są te trzy największe. Jednen wypełniony jest miłością do rodziców i rodzeństwa. Drugi należy do osoby która wie o mnie więcej niż ja sama- do Megi. Za to ten największy , najsilniejszy ,który jak dotąd był pusty, teraz należy do Marco. Jednak, kiedy z różnych powodów ,nie możesz okazać miłości, która przepełnia poszczególne elementy twojego serca, czujesz jak niszczy cię od środka. Tak jakby się mściła na Tobie że zepsułeś tę relacją. Im większy kawałek serca, tym większy ból. Znacie to? Ja właśnie tak mam. Teraz, kiedy jestem w Dortmundzie, czuję to najbardziej. Znów opóściłam miejsce, które przecież tak lubiałam, tęsknie z rodziną. I ta myśl że jestem tak blisko Marco, a nie mogę z nim być... Dobijające.
Kiedy doleciałyśmy do Dortmundu, na lotnisku czekał już na nas jeden z pracowników hotelu , w którym będziemy pracować.Zabrał nas na miejsce, tam dostałyśmy klucz do naszego pokoju. Rozpakowałyśmy się , odpoczełyśmy i stweirdziłyśmy że jesteśmy głodne więc udałyśmy się do restauracji hotelowej na kolacje.
-Co będziesz jesć Megi?
-Chyba omlet z pomidorem i bazylią a Ty?
-Oooo... To ja też chcę! -wyszczerzyłam się.
-No to ja pójde zamówić , przy okazji poznam się z tymi kelnerkami.
-Ok to idź sama bo ja nie mam sił.
-Za chwilę będę spowrotem!
-Spoko- odpowiedziałam i rozejżałam się po sali. Nie było zbyt dużo ludzi. Może dlatego że już dość późno... Niewiem. Zapatrzyłam się w wazon z kwiatami. I znów przypomniał mi się Marco! A dokładniej ta akcja, kiedy mnie przepraszał. Też przyniósł mi bukiet kwiatów. Były piękne. Tak jak każda chwila spędzona z nim. Może powinnam się z nim skontaktować? Dać nam szanse.... Nie , napewno już zapomniał. Nie jest zainteresowany. Muszę jak najszybciej o nim zapomnieć!
-Na co tak patrzysz? -zawołała entuzjastycznie Megi , trzymająca w dłoniach dwa talerze.
-Na nic poprostu się zamyśliłam! Oooo jedzenie!!!- zatarłam ręce.
-Znowu myślisz o Marco?- zmartwiła się.
-Nie myślałam o tym że muszę do rodziców zadzwonić bo się stęskniłam! - wymyśliłam na poczekaniu i udałam obojętną na słowo "Marco".
-No racja! Trzeba zadzwonić! Więc dzisiejszy wieczór stoi pod hasłem "podtrzymanie kontaktu z rodzinką"!
-Hahah... Racja! Ale to jak zjemy to pachnące omlety! -złapałam widelec i z apetytem wcinałam swój omlet. Razem z Megi wyglądałyśmy jak dziki z buszu, które przez tydzień nic nie jadły. Wcinałyśmy z prędkością światła.
Po zjedzonym posiłku udałyśmy się do pokoju kierowniczki dowiedzieć się o pare szczegółów co do naszej pracy. Zaczynamy od jutra. Bedziemy na recepcjonistkami , sprzątaczkami i kelnerkami ,w zależności od tego jak dużo będzie do zrobienia i ile będzie ludzi na zmianie. Dla nas to żaden problem. I tak płacą lepiej niż w Polsce na stanowisku kierowniczym więc nie ma co narzekać.
Jutro będzie jakiś bankiet więc część zmiany spędzimy na recepcji ,a później będziemy obsługiwać na tym bankiecie. Jakiś klub czy stowarzyszenie wydaje przyjęcie bo jakiś tam sukces osiągneli. Nie zrozumiałyśmy dokładnie bo ta niemka zbyt szybko mówiła.
Wróciłyśmy do pokoju i zaczeło się obdzwanianie rodzinki i opowiadanie kilkanaście razy tego co się wydarzyło w ostatnich dniach. Oczywiście o Marco ani słowa! Później umyłyśmy się i padłyśmy jak trupy.
Rano, kiedy obudził nas budzik , założyłyśmy czyste ubrania i zeszlyśmy na śniadanie. Standardowo musli z jogurtem a do togo kubek zielonej herbaty. Uwielbiamy to poprostu! Później dostałyśmy nowe uniformy i rozpoczełyśmy prace. Na początku kierowniczka oprowadziła nas po całym obiekcie. Później wróciłyśmy na parter ,gdzie przyjmowałyśmy gości hotelowych.
-Magda, Ola jak wam idzie?- usłyszałyśmy głos kierowniczki.
-Chyba dobrze! Przynajmniej nam się tak wydaje. -odpowiedziała lekko przestraszona Megi.
-Rozmawiałam z Sarą , mówiła że jesteście profesjonalistkami ale nie myślałam że aż tak!
-Mamy to uznać za komplement?- zaśmiałam się.
-A jak inaczej! Dobra dziewczyny zostawcie to , zaraz siętym zajmę . Wy teraz pójdziecie obsługiwać na ten bankiet. Miałyście juz do czynienia z kelnerstwem prawda?
-Tak od dwóch lat dorabiałyśmy sobie w weekendy na weselach jako kelnerki więc jesteśmy obcykane. - wytłumaczyałam.
-No to świetnie. Lećcie już bo za poł godziny się zaczną zchodzić.
-Dobrze. - odowiedziała Magda i udałyśmy się razem w stroną restauracji. Tam przywitałyśmy sie z dwiema barmankami , które mniej więćej nakreśmiły nam co mamy robić. Tak więc my będziemy musiały zająć się tym aby każdy gość dostał obiad , a później żeby brudnie tależe były pozbierane. Mamy również donosić drinki i inne zamówienia specjalne. Nie będzie źle. Tylko około 100 ludzi. To tak jak w Polsce małe wesele. Wszystko było już gotowe. Chwilę później zjechali się goście. Wszyscy praktycznie w tym samym czasie. W drzwiach się zrobił lekki korek. Poszłyśmy na kuchnie żeby poinformować że mogą już nakładać. Na sali wznosili za coś toast. Chwilę później zaczeła się bieganina z tależami. Kiedy przechodziłam obok drzwi wejściowych nagle ktoś je otworzył. Stanełam jak wryta. Stali w nich Mario i Marco. Ten drugi odrazu mnie zauważyl. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie. Moje serce zaczeło bić coraz szybciej, moja twarz się zarumieniła. W tym momencie dotarło do mnie że jeżeli zachwilę z tąd nie pójde to zaraz żuce mu się w ramiona. Tak więc szybko zmyłam się na kuchnie. Blondyn odprowadził mnie wzrokiem a po chwili zają miejsce obok przyjaciela.
-Eryk co to za przyjęcie?- zapytałam kucharza którego poznałam kilka godzin temu.
-Przed inauguracją nowego sezonu. Często takie u nas organizują z Borussi.
-Aha... - no to już wiem co tu robi Marco i Mario. Ale oni też wiedzą że tu jesteśmy. Może to i lepiej. Przecież nie będziemy przed nimi uciekać. Może teraz się nam jakoś ułoży. No nic! Lece z nastąpnymi tależami. Za każdym razem kiedy wchodziłam na sale widziałm jak przygląa mi się Marco. Olewałam to i robiłam swoje. Później musiałam przygotować nową zastawę na stołach. Wszyscy byli na parkiecie. Tylko kilka osób siedziało przy barze , w tym Marco. To co wydarzyło się później to był jeden wielki szok!
#Marco
Nie miałem zabardzo ochoty na to aby iść na ten bankiet ale to mój obowiązek. Tak więc smętnie udałem się pod prysznic, który miał mnie orzeźwić. Poźniej założyłem mój ulubiony garnitur, ułożyłem włosy i zadzwoniłem po taxi. Pierwsze podjechaliśmy po Mario a później na ten cholerny bankiet.
-Jak zwykle spóźnieni!- uśmiechną się do mnie Gotze , kiedy wysiadaliśmy z pojazdu.
-Wejście smoka! Hahahah... Chyba się przyzwyczaili że zawsze ostatni jesteśmy!
-Pewnie tak.-odpowiedział tuż przed drzwiami za którymi była sala bankietowa. Szybkim ruchem je otworzyłem. To co tam zauważyłem mnie zamórowało! Ola we własnej osobie! Stała 5 metrów ode mnie z tacą. Jak zwykle lekko rozczochrana. Poczułem nieokiełznane szczęście! Wiedziałem że teraz nie odpuszczę! O nie! Odeszła. Usiadłem i zaczołem obmyślać plan co zrobić by ją odzyskać. Mijały godziny a ja w dalszym ciągu nie zamieniłem z nią ani słowa. Postanowiłem wypić kilka drinków tak dla odwagi. Kiedy siedziałem przy barze i obserwowałem tańczące pary, wpadłem na genialny pomysł. Od razu przystąpiłem do realizacji. Wstałem , podeszłem do stołu i wyjąłem jedną różę z flakoniku. Wtedy szybkim krokiem udałem się na scene do orkiestry. Poprosiłem o mikrofon i przemówiłem:
- Przepraszam że przerywam ale to bardzo ważne. Chciałbym prosić abyście mnie wysłuchali. W moim życiu popełniłem wiele błędów. Teraz spróbuje jeden naprawić. Na tej sali jest kobieta ,która wywróciła mój świat do gory nogami! Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia! Zraniłem ją dwa razy ale mam ogromną nadzieję że mi wybaczy. Kiedy nie ma jej przy mnie, nie mogą się na niczym skupić, nie mam motywacji do działania, a moje serce cierpi. Ola proszę Cię wybacz mi! - wpatrywałem się w nią i gestem poprosilem żeby do mnie podeszła. Ona jednak zrobiła co innego...
#Ola
Kiedy Marco to wszystko mówił, zrobiło mi się gorąco, wręcz duszno. Miliony różnych myśli miałam w głowie. Do oczu zaczeły napływać mi łzy. Nie wytrzymałam i wybiegłam z sali.
Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział!! Malo ciekawy ale jest! Przemowę Marco pisałam kilka razy aż w końcu się poddałam i zostawiłam taką. Zastanawiam się narazie czy dać im trochę się nacieszyć sobą czy może niech jeszcze cierpią bez siebie... ;D A wy jak myślicie?
Jeśli chcecie kolejny to 5 komentarzy musi być pod tym postem! ;D
5 KOMENTARZY - KOLEJNY ROZDZIAŁ!!!!
niedziela, 25 sierpnia 2013
11.Straciłem ją na dobre.
#Ola
-No ja też nie chcę. A co byś powiedziała na Dortmund?-zadała nieśmiło pytanie Magda. Lekko się zesmuciłam i zamyśliłam.
-A co mi tam!! Mam gdzieś Marco! Jesteśmy młode! Możemy szaleć! Na podbój Dortmundu!! - przybiam piątkę z ucieszoną Megi.
-No i to to ja rozumiem!! Będzie jeszcze lepiej niż tutaj!! Obiecuję Ci to!- przytuliła mnie przyjaciółka.
-To jak, idziemy do Sary??- pociągnęłam ją za rękę i poszłyśmy do gabinetu naszej przełożonej. Kiedy załatwiłyśmy już wszystkie sprawy związane z naszym zatrudnieniem w Niemczech , wróciłyśmy do pracy. Ja zostałam na recepcji , a Magda przygotowywała pokoje na przyjęcie kolejnych gości. Modliłam się żeby niespotkać Marco ale wiedziałam że się bez tego nie obejdzie. Przecież dzisiaj się wykwaterowywują. Trudno jakoś to zniosę.
Czas leciał a ja stojąc na recepcji przyglądałam się gościom hotelowym krążącym pomiędzy swoimi pokojami a wyjściem. Wszyscy byli wyluzowani, uśmiechnięci, nigdzie się nie śpieszyli. Cieszyli się towarzystwem swoich najbliższych. Dzieci cieszyły się tym, że rodzice poświęcają im nadzwyczaj dużo czasu. Kobiety chodziły dumne i przyklejone do swoich mężczyzn ,któży świata poza nimi nie widzieli. Ten hotel kipiał szczęściem.
-Halo , Ola! - ktoś mnie szturną.
-O przepraszam. Hej Mario.- lekko się ucieszyłam że nie było z nim przyjaciela.
-No witaj! Jak leci?- przezabawnie się do mnie uśmiechną.
-Jakoś leci..- spóściłam głowę- A u Ciebie?
-No dzisiaj wyjażdżamy i przyszedłem się jeszcze z tobą pożegnać.
-Aha no to miłej podróży. - uśmiechnęłam się a Mario podszedł i mnie przytulił.
-Dzięki. Przepraszam za tamtego palanta. Widzę jak cierpisz, jak obydwoje cierpicie. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Oddał bym wszystko byle mieć przy sobie kogoś tak wspaniałego jak ty. Mam nadzieję że się jeszcze spotkamy. -Mario położył dłoń na mojej twarzy i spojżał w głęboko w oczy. Jego twarz się przybliżyła, a jego usta lekko muskały moje. Nasz pocałunek stwał się coraz bardziej namiętny. Przypomniałam sobię jednak Marco i odkleiłam się od chłopaka.
-Będę tęsknić! -usłyszałam z jego ust ,po czym szybko odszedł wkierunku windy. Wtedy dopiero wszysko do mnie dotarło. Cholera jasna czy to wszystko miało znaczyć że ja nie jestem mu obojętna? Ale mi zależy na Marco!! Przestań z tego nic nie będzie! Szkoda sobie tym wszystkim głowę zaprzątać! Wracam do pracy.
#Mario
Kiedy Marco opowiedział mi szczegółowo wszystko co się wydażyło pomiędzy nim a Olą, poczułem jakiś dziwny ścisk w sercu. Było mi jej strasznie żal. Nigdy nie spoykałem tak wyjątkowej osoby. Drobniutka , nieśmiała, zwariowana, słodka.... Nie była mi obojętna! Ale mamy taką umowę z Marco , że nigdy nie podrywamy dziewczyn które się podobają kumplą! Jednak kiedy ją zobaczyłem, zapomniałem o wszystkim istniała dla mnie tylko ona! Chciałem się nacieszyć ostatnimi momentami z nią. Kiedy ją przytuliłem ,poczułem zapach jej perfum, nie wytrzymałem musiałem ją pocałować! Ona chyba nie była z tego powodu zadowolona więc szybko się zmyłem.
#Marco
Za chwilę wyjeżdżamy z hotelu muszę jeszcze raz spróbować porozmawiać z Olką. Ale jeśli niebędzie chciała mnie słuchać to uszanują to. Kiedy szczerze rozmawialiśmy z Mario uświadomiłem sobie jakim ja skończonym dupkiem jestem. Chciałem jej nie ranić,a zrobiłem to dwa razy! MAm nadzieję że ani Ola ani Magda nie trafią nigdy więcej na takiego dupka jak ja!
-To co Marco idziemy? - usłyszałem głos przyjaciela, który akurat wszedł do pokoju po walizki.
-No niestety ,trzeba! - złapałem za torbę i wyszliśmy z apartamentu. -Widziałeś może Olę? - zapytałem nieśmiało.
-Tak ,była na recepcji. Patrz tam stoi Magda pożegnajmy się!
-Taki miałem zamiar! -ruszyliśmy w kierunku szatynki.
-Hej Megi! Chcieliśmy się pożeganać! Za chwilę wyjeżdżamy! No to trzymaj się Mała!- tulił dziewczynę Mario.
-No to trzymajcie się! Miłej podróży!- uśmiechnęła się lekko wyswobadzając się z uścisku i spojżała na mnie.
-No dzięki! Mam ogromną nadzieję że się jeszcze spotkamy!- wziąłem Magde w objęcia.
-Jestem niemalże pewna że się jeszcze spotkamy i to całkiem nie długo!! - uśmiechnęła się.
-No zapraszamy do nas! Zresztą mamy numery telefonów , skype więc jesteśmy w stałym kontakcie zrozumiano?- pogroził palcem Gotze.
-Tak jest! Trzymajcie się! -wróciła do swoich obowiązków , a my zjechaliśmy windą na parter. Drzwi się otworzyły a ja ujżałem JĄ! Piękną jak zawsze, akurat żegnała jakiegoś klienta hotelu, kiedy nasze spojżenia się spotkały. Momentalnie uśmiech z jej twarzy znikł, to był dla mnie kolejny cios.Podeszliśmy do niej. Patrzyłem na nią nieprzerwanie. Chyba ją to krępowało ale nie mogłem się powstrzymać. Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Już wtedy , meldując się tydzień temu , byłem zauroczony jej pięknem. Kiedy ją poznałem ,okazało się że jest nie tylko piękna ale i mądra!
- Wczym mogę pomuc?- usłyszałem jej głos kiedy nadeszła nasza kolej.
-Chcielibyśmy się wymeldować.- powiedziałem smutno.
-Proszę o karty i dowody tożsamości. - mówiła wciąż z tą samą obojętnością. Podałem jej ,a ona znów stała się jedynym obiektem który mnie interesował. Spojżałem na jej twarz i dostrzegłem samotną łze spływającą wzdłuż jej nosa. Chcąc ją ukryć jeszcze bardziej spuściła głowę w dół.
-Przepraszam! Ola proszę Cię nie płacz! -wyszeptałem łamiącym się głosem.
-Proszę rachunek , i dowody. Dziękuję i zapraszam ponownie! Życzę miłej podróży!- spojżała na mnie i na Mario. Wyciągając portfel , poczułem że już długo nie wytrzymam, oczy zaczeły mnie szczypać a w gardle miałem gigantyczną gulę.Pośpiesznie zapłaciłem i szybko wyszedłem z hotelu , zostawiając za sobą przyjaciela i kobietę po za którą świata nie widziałem. Szybko na parkingu znalazłem swój samochód, wrzóciłem walizki do bagażnika i usiadłem na miejscu pasażera ,gdyż nie byłem w stanie prowadzić , chwilę póżniej zjawił się przyjaciel. Spojżał na mnie zmartwiony
-Stary będzie dobrze! Jeszcze ją odzyskasz ,a za parę lat będziemy się z tego śmiać.-poklepał mnie po ramieniu.
-Tsaaa... - odwróciłem głowę w stronę szyby i ruszyliśmy. Całą drogę myślałem o Oli. Samotne łzy co jakiś czas spływały po mijej twarzy. Moje serce było podzielone na miliony malutkich kawalków, które mogła poskładać tylko ONA.W końcu jednak zasnąłem z myślą że straciłem ją na dobre.
#Ola
Kiedy chłopcy wyszli miałam cholernego doła. Właśnie straciłam cudownego faceta! Kilka łez poleciało z moich oczu. Szybko się jednak ogarnełam! W końcu w pracy jestem. Wyszłam z recepcji i udałam się w stronę toalety.Kiedy szłam moją uwagę przykół jakiś mały przedmiot leżący na podłodzę. Podeszłam bliżej i go podniosłam. Był to mały breloczek. Hej ale ja z kądś go znam! Tak już wiem to breloczek ,który Marco miał przy swoim portfelu! Uśmiechnęłam się,zaciskając go w dłoni i wróciłam do obowiązków.
Kika dni później. Lot dziewczyn do Dortmundu.
-Ola boisz się?- usłyszałam wystraszony głos przyjaciołki.
-Czego? Przecież już nie raz latałam samolotem. - zaśmiałam się.
-Nie o to mi chodzi. Boisz się o to czy sobie poradzimy?
-A dlaczego niby miałybyśmy nie dać sobie rady? Hej! Megi! Dla nas nie ma nic strasznego!
-Racja! A co jak go spotkasz?- dopytywała dalej
-To pokaże mu że potrafię żyć bez niego, chodź obydwie wiemy że to nieprawda!- przytuliłam się do przyjaciółki, ściskając jeszcze mocniej w dłoni brelok Marco , z którym od kiedy go znalazłam, się nie rozstawałam. Zawiesiłam go spowrotem na szyi kiedy nasz samolot startował. Chwilę później zasnęłam rozmyślając o dupku ,którego obdarzyłam tak silnym uciuciem...
Napisałam kolejny!! Wiem taki trochę smutny ale będzie dobrze!!
A teraz taki mały szantaż!!!
-No ja też nie chcę. A co byś powiedziała na Dortmund?-zadała nieśmiło pytanie Magda. Lekko się zesmuciłam i zamyśliłam.
-A co mi tam!! Mam gdzieś Marco! Jesteśmy młode! Możemy szaleć! Na podbój Dortmundu!! - przybiam piątkę z ucieszoną Megi.
-No i to to ja rozumiem!! Będzie jeszcze lepiej niż tutaj!! Obiecuję Ci to!- przytuliła mnie przyjaciółka.
-To jak, idziemy do Sary??- pociągnęłam ją za rękę i poszłyśmy do gabinetu naszej przełożonej. Kiedy załatwiłyśmy już wszystkie sprawy związane z naszym zatrudnieniem w Niemczech , wróciłyśmy do pracy. Ja zostałam na recepcji , a Magda przygotowywała pokoje na przyjęcie kolejnych gości. Modliłam się żeby niespotkać Marco ale wiedziałam że się bez tego nie obejdzie. Przecież dzisiaj się wykwaterowywują. Trudno jakoś to zniosę.
Czas leciał a ja stojąc na recepcji przyglądałam się gościom hotelowym krążącym pomiędzy swoimi pokojami a wyjściem. Wszyscy byli wyluzowani, uśmiechnięci, nigdzie się nie śpieszyli. Cieszyli się towarzystwem swoich najbliższych. Dzieci cieszyły się tym, że rodzice poświęcają im nadzwyczaj dużo czasu. Kobiety chodziły dumne i przyklejone do swoich mężczyzn ,któży świata poza nimi nie widzieli. Ten hotel kipiał szczęściem.
-Halo , Ola! - ktoś mnie szturną.
-O przepraszam. Hej Mario.- lekko się ucieszyłam że nie było z nim przyjaciela.
-No witaj! Jak leci?- przezabawnie się do mnie uśmiechną.
-Jakoś leci..- spóściłam głowę- A u Ciebie?
-No dzisiaj wyjażdżamy i przyszedłem się jeszcze z tobą pożegnać.
-Aha no to miłej podróży. - uśmiechnęłam się a Mario podszedł i mnie przytulił.
-Dzięki. Przepraszam za tamtego palanta. Widzę jak cierpisz, jak obydwoje cierpicie. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Oddał bym wszystko byle mieć przy sobie kogoś tak wspaniałego jak ty. Mam nadzieję że się jeszcze spotkamy. -Mario położył dłoń na mojej twarzy i spojżał w głęboko w oczy. Jego twarz się przybliżyła, a jego usta lekko muskały moje. Nasz pocałunek stwał się coraz bardziej namiętny. Przypomniałam sobię jednak Marco i odkleiłam się od chłopaka.
-Będę tęsknić! -usłyszałam z jego ust ,po czym szybko odszedł wkierunku windy. Wtedy dopiero wszysko do mnie dotarło. Cholera jasna czy to wszystko miało znaczyć że ja nie jestem mu obojętna? Ale mi zależy na Marco!! Przestań z tego nic nie będzie! Szkoda sobie tym wszystkim głowę zaprzątać! Wracam do pracy.
#Mario
Kiedy Marco opowiedział mi szczegółowo wszystko co się wydażyło pomiędzy nim a Olą, poczułem jakiś dziwny ścisk w sercu. Było mi jej strasznie żal. Nigdy nie spoykałem tak wyjątkowej osoby. Drobniutka , nieśmiała, zwariowana, słodka.... Nie była mi obojętna! Ale mamy taką umowę z Marco , że nigdy nie podrywamy dziewczyn które się podobają kumplą! Jednak kiedy ją zobaczyłem, zapomniałem o wszystkim istniała dla mnie tylko ona! Chciałem się nacieszyć ostatnimi momentami z nią. Kiedy ją przytuliłem ,poczułem zapach jej perfum, nie wytrzymałem musiałem ją pocałować! Ona chyba nie była z tego powodu zadowolona więc szybko się zmyłem.
#Marco
Za chwilę wyjeżdżamy z hotelu muszę jeszcze raz spróbować porozmawiać z Olką. Ale jeśli niebędzie chciała mnie słuchać to uszanują to. Kiedy szczerze rozmawialiśmy z Mario uświadomiłem sobie jakim ja skończonym dupkiem jestem. Chciałem jej nie ranić,a zrobiłem to dwa razy! MAm nadzieję że ani Ola ani Magda nie trafią nigdy więcej na takiego dupka jak ja!
-To co Marco idziemy? - usłyszałem głos przyjaciela, który akurat wszedł do pokoju po walizki.
-No niestety ,trzeba! - złapałem za torbę i wyszliśmy z apartamentu. -Widziałeś może Olę? - zapytałem nieśmiało.
-Tak ,była na recepcji. Patrz tam stoi Magda pożegnajmy się!
-Taki miałem zamiar! -ruszyliśmy w kierunku szatynki.
-Hej Megi! Chcieliśmy się pożeganać! Za chwilę wyjeżdżamy! No to trzymaj się Mała!- tulił dziewczynę Mario.
-No to trzymajcie się! Miłej podróży!- uśmiechnęła się lekko wyswobadzając się z uścisku i spojżała na mnie.
-No dzięki! Mam ogromną nadzieję że się jeszcze spotkamy!- wziąłem Magde w objęcia.
-Jestem niemalże pewna że się jeszcze spotkamy i to całkiem nie długo!! - uśmiechnęła się.
-No zapraszamy do nas! Zresztą mamy numery telefonów , skype więc jesteśmy w stałym kontakcie zrozumiano?- pogroził palcem Gotze.
-Tak jest! Trzymajcie się! -wróciła do swoich obowiązków , a my zjechaliśmy windą na parter. Drzwi się otworzyły a ja ujżałem JĄ! Piękną jak zawsze, akurat żegnała jakiegoś klienta hotelu, kiedy nasze spojżenia się spotkały. Momentalnie uśmiech z jej twarzy znikł, to był dla mnie kolejny cios.Podeszliśmy do niej. Patrzyłem na nią nieprzerwanie. Chyba ją to krępowało ale nie mogłem się powstrzymać. Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Już wtedy , meldując się tydzień temu , byłem zauroczony jej pięknem. Kiedy ją poznałem ,okazało się że jest nie tylko piękna ale i mądra!
- Wczym mogę pomuc?- usłyszałem jej głos kiedy nadeszła nasza kolej.
-Chcielibyśmy się wymeldować.- powiedziałem smutno.
-Proszę o karty i dowody tożsamości. - mówiła wciąż z tą samą obojętnością. Podałem jej ,a ona znów stała się jedynym obiektem który mnie interesował. Spojżałem na jej twarz i dostrzegłem samotną łze spływającą wzdłuż jej nosa. Chcąc ją ukryć jeszcze bardziej spuściła głowę w dół.
-Przepraszam! Ola proszę Cię nie płacz! -wyszeptałem łamiącym się głosem.
-Proszę rachunek , i dowody. Dziękuję i zapraszam ponownie! Życzę miłej podróży!- spojżała na mnie i na Mario. Wyciągając portfel , poczułem że już długo nie wytrzymam, oczy zaczeły mnie szczypać a w gardle miałem gigantyczną gulę.Pośpiesznie zapłaciłem i szybko wyszedłem z hotelu , zostawiając za sobą przyjaciela i kobietę po za którą świata nie widziałem. Szybko na parkingu znalazłem swój samochód, wrzóciłem walizki do bagażnika i usiadłem na miejscu pasażera ,gdyż nie byłem w stanie prowadzić , chwilę póżniej zjawił się przyjaciel. Spojżał na mnie zmartwiony
-Stary będzie dobrze! Jeszcze ją odzyskasz ,a za parę lat będziemy się z tego śmiać.-poklepał mnie po ramieniu.
-Tsaaa... - odwróciłem głowę w stronę szyby i ruszyliśmy. Całą drogę myślałem o Oli. Samotne łzy co jakiś czas spływały po mijej twarzy. Moje serce było podzielone na miliony malutkich kawalków, które mogła poskładać tylko ONA.W końcu jednak zasnąłem z myślą że straciłem ją na dobre.
#Ola
Kiedy chłopcy wyszli miałam cholernego doła. Właśnie straciłam cudownego faceta! Kilka łez poleciało z moich oczu. Szybko się jednak ogarnełam! W końcu w pracy jestem. Wyszłam z recepcji i udałam się w stronę toalety.Kiedy szłam moją uwagę przykół jakiś mały przedmiot leżący na podłodzę. Podeszłam bliżej i go podniosłam. Był to mały breloczek. Hej ale ja z kądś go znam! Tak już wiem to breloczek ,który Marco miał przy swoim portfelu! Uśmiechnęłam się,zaciskając go w dłoni i wróciłam do obowiązków.
Kika dni później. Lot dziewczyn do Dortmundu.
-Ola boisz się?- usłyszałam wystraszony głos przyjaciołki.
-Czego? Przecież już nie raz latałam samolotem. - zaśmiałam się.
-Nie o to mi chodzi. Boisz się o to czy sobie poradzimy?
-A dlaczego niby miałybyśmy nie dać sobie rady? Hej! Megi! Dla nas nie ma nic strasznego!
-Racja! A co jak go spotkasz?- dopytywała dalej
-To pokaże mu że potrafię żyć bez niego, chodź obydwie wiemy że to nieprawda!- przytuliłam się do przyjaciółki, ściskając jeszcze mocniej w dłoni brelok Marco , z którym od kiedy go znalazłam, się nie rozstawałam. Zawiesiłam go spowrotem na szyi kiedy nasz samolot startował. Chwilę później zasnęłam rozmyślając o dupku ,którego obdarzyłam tak silnym uciuciem...
Napisałam kolejny!! Wiem taki trochę smutny ale będzie dobrze!!
A teraz taki mały szantaż!!!
5 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ!! ;D
Wszystko zależy od was!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
